0:07 Proszę, obejrzyj ten film sercem, a potem napisz w komentarzu skąd nas oglądasz. Chcę poczuć, jak szeroko sięga ta cicha sieć dusz. Czy kiedykolwiek czułeś, że świat, który kiedyś cię ekscytował, nagle stał się zbyt ciasny? Jakbyś nosił ubranie, które już nie pasuje. Chodzisz tymi samymi ulicami, wykonujesz te same obowiązki, otaczasz się tymi samymi ludźmi, a mimo to w środku panuje cicha pustka. Nikt jej nie widzi, ale ty ją czujesz. To dziwne rozdarcie. Z zewnątrz wszystko wygląda normalnie, ale w tobie coś się kończy. To nie depresja, to nie kryzys wieku średniego, to narodziny czegoś głębszego. Karl Jung powiedział, że do
0:55 40 żyjemy zgodnie z tym, czego oczekuje od nas świat. Budujemy karierę, rodzinę, wizerunek, ale potem zaczynamy słuchać głosu, który wcześniej był ledwo słyszalny. Głosu duszy. Ten głos nie mówi głośno, nie krzyczy, nie żąda. On szepcze cicho, ale wytrwale i mówi: "To nie wszystko. To jeszcze nie ty". W wieku 40 lat wielu z nas budzi się pewnego dnia z uczuciem niespełnienia. Możemy mieć dom, dzieci, małżeństwo, pozycję społeczną, ale jeśli nie mamy kontaktu z własnym wnętrzem, wszystko to nagle traci kolor. Jakbyśmy żyli w pięknie urządzonym pokoju. Bez okien nie
1:42 ma światła, nie ma powietrza. To nie jest porażka, to zaproszenie. Zewnętrzne sukcesy, które przez dekady były naszym kompasem, przestają prowadzić. I pojawia się pytanie, którego nie da się już zignorować. Kim jestem naprawdę, kiedy nikt nie patrzy? To pytanie jest bramą do środka, do ciebie. W tym wieku nie chodzi już o to, by być kimś. Chodzi o to, by być sobą. Ale żeby odnaleźć siebie, trzeba się zgubić. Trzeba przejść przez ciemność, przez cień. Trzeba spojrzeć w lustro i zobaczyć nie tylko to, co piękne, ale też to, co od lat chowaliśmy. Lęki, wstyd, gniew, żal. To jest moment przejścia, rytuał, którego nie uczy nas żadne
2:27 społeczeństwo. Bo nasze kultury czcząłość, efektywność i produktywność. Nie uczą nas jak dojrzewać. Nie uczą jak umierać za życia, by móc naprawdę żyć. A przecież to właśnie po cest dusza zaczyna mówić delikatnie, ale z siłą, której nie sposób zignorować. Może czujesz się samotny, może nie rozumiesz już swojego partnera, może boisz się, że zmarnowałeś życie. Ale to wszystko są znaki, nie porażki, tylko wezwania. Wezwania, by wrócić do siebie. Na początku życia uczymy się grać rolę, by być grzeczni, lubiani, akceptowani. Zakładamy maski, jedną w pracy, inną w domu, jeszcze inną przed znajomymi. I
3:14 przez lata te maski nas chronią, pomagają przetrwać, pozwalają dopasować się do świata. Ale przychodzi moment, często właśnie po 40, gdy ta maska zaczyna nas dusić, nie chroni już, zaczyna więzić. Wstajesz rano, patrzysz w lustro i czujesz, że nie poznajesz własnego odbicia. Nie chodzi o zmarszczki, nie chodzi o ciało. Chodzi o to, że pod tą uśmiechniętą twarzą coś krzyczy, coś, co zbyt długo było tłumione. Twoje prawdziwe ja. W psychologii Junga to co pokazujemy światu to persona, nasza społeczna maska, ale pod nią istnieje ja prawdziwe, nieoszlifowane, czasem bolesne, ale autentyczne. I kiedy persona zaczyna się kruszyć, wychodzi na
4:00 wierzch to, co przez dekady było wypierane. Nasze lęki, nasze pragnienia, nasze prawdziwe potrzeby. Może zawsze byłeś silny i odpowiedzialny, a teraz czujesz, że nie masz już siły dźwigać wszystkiego. Może przez lata udawałaś szczęśliwą żonę, a teraz płaczesz po cichu w kuchni, gdy nikt nie widzi. Może spełniłeś wszystkie oczekiwania rodziny, a i tak czujesz się niewidzialny. To nie słabość, to prawda. I choć boli, to pierwszy krok do wolności. Wyobraź sobie scenę. Stoisz na scenie w teatrze. Reflektory świecą ci prosto w twarz. Publiczność bije brawo. Ale ty już nie pamiętasz kogo grasz. Nie wiesz gdzie
4:47 kończy się rola, a zaczynasz ty sam. Właśnie tak czuje się dusza, gdy persona staje się zbyt ciasna, gdy już nie wystarcza udawać, gdy wewnętrzny głos mówi: "Dość, teraz chcę być sobą". I wtedy zaczyna się proces bolesny, ale konieczny. rozpad iluzji. Relacje, które były oparte na grze zaczynają się chwiać. Praca, która dawała status przestaje mieć sens. Ludzie zaczynają mówić: "Zmieniasz się, nie poznaję cię". A ty wreszcie masz odwagę odpowiedzieć: "Bo pierwszy raz naprawdę jestem sobą". Ten etap jest trudny. Możesz czuć się niezrozumiany. Możesz stracić znajomych, a nawet bliskich, ale zyskujesz coś bezcennego. Autentyczność.
5:33 A z nią wewnętrzny pokój. Karl Jung pisał: "Tym, czym nie jesteś świadomy w sobie, kieruje twoje życie, a ty nazywasz to przeznaczeniem. Gdy nosimy maski, to nie my kierujemy życiem, tylko to, co próbujemy ukryć. Ale kiedy zdejmiesz maskę choćby drżącą ręką, zobaczysz, że to co jest pod spodem nie jest potworem. To ty, zmęczony, prawdziwy, gotowy by zacząć od nowa. Czasem czujesz złość, której nie rozumiesz, albo smutek, który nie ma wyraźnego powodu. Zdarza się, że kogoś oceniasz, a potem w ciszy nocy pytasz siebie: "Dlaczego to mnie tak poruszyło?" To, co drażni nas w innych często jest odbiciem czegoś, co tłumimy w sobie. To
6:21 właśnie jest cień. Karl Jung pisał: "Cień to ta część nas, której nie chcemy być świadomi, ale która kieruje naszym życiem. To wszystko, czego nie akceptujemy. Własna słabość, zazdrość, agresja, lęk, ale też zapomniane marzenia. Stłumiona radość, potrzeba bliskości. W młodości uczymy się, co jest dobre i złe. Dostosowujemy się. Uczymy się nie płakać publicznie, nie krzyczeć, nie mówić, że czegoś nie chcemy. I te części nas, które nie pasują do ideału, zsyłamy do wewnętrznego więzienia. Tam czekają, latami w milczeniu. Aż pewnego dnia właśnie po 4est mur pęka i cień wychodzi na powierzchnię. Nie po to, by
7:08 zniszczyć, ale by uzdrowić. Może zauważysz, że nagle masz mniej cierpliwości, że czujesz niechęć do ludzi, z którymi kiedyś świetnie się dogadywałeś, że masz ochotę krzyczeć, uciekać, płakać. To nie kryzys psychiczny. To twoje wnętrze mówi już nie chcę udawać. Wyobraź sobie siebie jako dom na parterze, to co pokazujesz światu. Porządek, uśmiech, zapach kawy, ale w piwnicy zamknięte drzwi. Za nimi wszystko, czego się wstydzisz. Wszystko co było niewygodne. I teraz gdy światło zewnętrzne gaśnie, zaczynasz słyszeć stamtąd głosy. To nie demony, to ty nierozpoznany. Ty, który został zostawiony. Spotkanie z cieniem to jedno z najtrudniejszych, ale
7:56 najważniejszych doświadczeń życiowych. Nie chodzi o to, by się go pozbyć. Chodzi o to, by go zintegrować, zrozumieć, pokochać, bo dopiero wtedy stajesz się całością. Nie można być pełnym człowiekiem, odcinając się od części siebie. Nie można kochać siebie naprawdę, ignorując to, co niewygodne. A więc gdy cień przyjdzie, nie odwracaj wzroku. Usiądź z nim. Zapytaj, czego mnie uczysz. Może pokażę ci ból z dzieciństwa. Może przypomnij marzenia, które porzuciłeś. Może uświadomi ci, że już czas powiedzieć nie tam, gdzie przez lata mówiłeś tak. To nie upadek, to przebudzenie. Wyobraź sobie, że idziesz przez pustynię. Nie ma tam drzew, domów,
8:42 głosów, tylko piasek, wiatr i cisza. Każdy krok wydaje się cięższy od poprzedniego. Nie wiesz, dokąd zmierzasz. Nie wiesz, ile to jeszcze potrwa. To nie jest sen. To wewnętrzna rzeczywistość człowieka, który przekroczył 40 rok życia i nagle został sam z własną duszą. Pustynia wewnętrzna to nie kara, to rytuał przejścia. Wszystko co cię kiedyś definiowało traci znaczenie. Twoja rola społeczna, twoje osiągnięcia, twoje obowiązki. Nagle zostajesz tylko ty. Bez masek, bez dekoracji, bez oklasków. To moment przerażający i piękny. Jednocześnie w tej ciszy zaczynasz słyszeć rzeczy,
9:27 których nie mogłeś usłyszeć wcześniej. Własne serce, własny smutek, własne pragnienia. Cisza, która wcześniej cię przerażała, zaczyna być przestrzenią, w której coś się porusza. Jakby dusza przez lata zamknięta w piwnicy zaczynała wychodzić na powierzchnię. Nie mówi od razu. Najpierw patrzy, sprawdza, czy ją przyjmiesz. Karl Jung pisał: "Kto patrzy na zewnątrz, śni. Kto patrzy do wewnątrz, budzi się. Pustynia wewnętrzna to przebudzenie. Do tej pory żyłeś według schematu. Reagowałeś, spełniałeś oczekiwania. Teraz uczysz się być. Po prostu być. Może boli, bo pustynia odsłania rany, ukazuje to, co puste, zaniedbane, zapomniane. Ale to właśnie
10:14 tam zaczynasz widzieć prawdziwe światło. Nie to zewnętrzne, lecz to, które bije z wnętrza. Światło, które nie świeci dla innych, tylko dla ciebie. Cicho, stałe, prawdziwie. Na pustyni nie ma gdzie się schować, nie ma kogo zadowolić, nie ma żadnej fasady. Jest tylko pytanie, czy odważysz się być sobą, nawet jeśli to oznacza bycie niezrozumianym, to właśnie tu, w ciszy rozpoczyna się prawdziwe życie. Nie polega ono już na zdobywaniu, nie polega na spełnianiu cudzych oczekiwań, polega na powrocie. Powrocie do tego, kim byłeś, zanim nauczyłeś się udawać. Do dziecka, które wierzyło, czuło, pragnęło. Do głosu, który przez lata był uciszany. I choć
11:00 droga przez pustynię wydaje się bez końca, choć możesz czuć się samotny i zagubiony, wiedz jedno. Każdy krok ku sobie to krok ku wolności. Są chwile w życiu, gdy wszystko, co do tej pory dawało nam poczucie bezpieczeństwa, przestaje działać. Plany się sypią, ludzie odchodzą, ciało się zmienia, a umysł przestaje mieć odpowiedzi. To moment, którego ego nienawidzi najbardziej. Moment utraty kontroli. Przez całe życie uczono nas, że to ego rządzi. Bądź silny, planuj, osiągaj, zwyciężaj, ale nagle wszystko wymyka się z rąk. Nie da się już przewidzieć, nie da się już
11:46 ukryć, nie da się już zapanować. I wtedy w tej bezsilności zaczyna dziać się coś niespodziewanego. Po raz pierwszy w życiu pojawia się przestrzeń. Niepewność, owszem, ale także cisza. I coś w tej ciszy zaczyna mówić innym językiem. Jest to język świadomości. Karl Jung pisał: "Nie stajemy się oświeceni, wyobrażając sobie światło, ale uświadamiając sobie ciemność". Utrata kontroli to nie koniec. To początek nowej formy istnienia, życia. Nie z poziomu ego, ale z poziomu duszy. Dusza nie planuje, ona czuje. Dusza nie walczy, ona słucha. Dusza nie musi mieć racji. Ona chce być prawdziwa. I właśnie wtedy, gdy ego się
12:33 rozpada, dusza zaczyna rosnąć. Nie krzyczy, nie błyszczy, ale emanuje spokojem, który nie zależy od warunków zewnętrznych. Wyobraź sobie łódź na środku oceanu. Silnik zepsuty, żagle podarte. Dryfujesz. Z początku panika, ale potem uczysz się słuchać wiatru, patrzeć na gwiazdy, zamiast kontrolować współistnieć. Tak wygląda moment, w którym przestajesz kierować życiem z głowy, a zaczynasz prowadzić je z wnętrza. Świadomość to nie coś, co się ma. To coś, czym się stajesz. To wybór, by nie uciekać od bólu, by nie ignorować lęku, by spojrzeć w siebie tak i powiedzieć: "Nie wiem wszystkiego, ale jestem gotów słuchać.
13:18 Ten punkt zwrotny, choć trudny, jest bramą do prawdziwej wolności, bo już nie musisz wszystkiego kontrolować, nie musisz być idealny, nie musisz niczego udowadniać. Możesz po prostu być i to wystarcza." Karl Jung powiedział: "Życie ludzkie można podzielić na dwa wielkie akty. Pierwszy polega na wspinaniu się, drugi na pogłębianiu. Pierwsza połowa życia to wspinaczka na szczyt kariery, do społecznego uznania, po miłość, po bezpieczeństwo, po miejsce w świecie. Ale potem nadchodzi połowa, nieprzewidywalna, niedoceniana, a jednak najważniejsza. W połowie życia dusza przestaje chcieć więcej rzeczy. zaczyna pragnąć więcej
14:04 sensu. 40 nie jest końcem młodości, jest początkiem wewnętrznej głębi. To moment, gdy zadajemy pytania, których wcześniej baliśmy się wypowiedzieć. Czy to, co robię, naprawdę mnie spełnia? Czy ci, z którymi żyję znają moje prawdziwe ja? Czy podoba mi się człowiek, którym się stałem? To nie są pytania ego, to pytania duszy. Jung twierdził, że druga połowa życia nie powinna być kontynuacją pierwszej, bo jeśli próbujemy dalej wspinać się, mimo że szczyt już za nami, zaczynamy cierpieć. Ile osób znasz, które mają wszystko, ale nic nie czują. Ile razy sam mówiłeś: powinienem być szczęśliwy, a jednak coś we mnie umiera? To właśnie dusza mówi: "Już nie chcę więcej, chcę
14:53 głębiej". Pragniesz prostoty, prawdy, autentycznego kontaktu, nie rozmów o wszystkim i o niczym, tylko spojrzeń, które widzą, słów, które dotykają, milczenia, które uzdrawia. W połowie życia przestajemy być aktorami, stajemy się obserwatorami. Nie chcemy już przedstawienia, chcemy prawdy, nie potrzebujemy już aprobaty, chcemy pokoju. I to właśnie wtedy zaczyna się proces indywidualizacji, czyli powrotu do tego, kim naprawdę jesteśmy, zanim świat powiedział nam, kim mamy być. To nie jest droga dla wszystkich. Wymaga odwagi, bo prowadzi nie przez sukces, lecz przez stratę. Nie przez odpowiedzi, lecz przez pytania. Nie przez tłum, lecz
15:41 przez samotność. Ale na jej końcu czeka prawdziwe życie. Nie życie do pokazania. Ale życie, które czuje się głęboko w ciele, w duszy, w każdym oddechu. W młodości robimy wszystko, by stać się kimś. Zbieramy tytuły, role, doświadczenia. Budujemy obraz, który inni będą podziwiać. Ale przychodzi moment, kiedy zaczynamy zadawać sobie inne pytanie, czy jestem całością. Bo można być kimś i jednocześnie czuć się pustym. Można mieć sukces i jednocześnie nie znać siebie. Można żyć i nie być żywym. Dojrzałość nie przychodzi z wiekiem, przychodzi z momentem prawdy. Z chwilą, gdy patrzysz w lustro i nie pytasz, czy inni mnie lubią, tylko czy
16:27 ja siebie akceptuję w całości. To moment, gdy przestajesz się dzielić na kawałki. Tu rodzic, tam partner, tam pracownik, tu dziecko swoich rodziców. Zamiast tego zaczynasz integrować, łączyć, być sobą. Zawsze dojrzałość to nieperfekcja, to zgoda na to, że w tobie mieszka i światło i cień, że możesz być dobry i wściekły, czuły i stanowczy, zraniony i mądry. To wewnętrzne pogodzenie się z własną pełnią. Karl Jung pisał: "Nie osiąga się oświecenia zapierając się części siebie, ale obejmując całość swojej istoty." I właśnie to jest esencją dojrzałości. nie odrzucać siebie, lecz przyjąć nie tylko to, co
17:14 dobre i społeczne, ale też to, co trudne, wstydliwe, zapomniane. To jest proces, nie błysk. Nie stajesz się całością w jeden dzień. To droga codzienna, czasem bolesna, zawsze prawdziwa. Wyobraź sobie starą ceramikę, pękniętą, roztrzaskaną. Ale w Japonii istnieje sztuka kinsugi, sklejania pęknięć złotem. Nie ukrywa się ran. Podkreśla się je, bo właśnie tamtędy wchodzi światło. Tak samo jest z tobą. To, co pękło, nie czyni cię gorszym. Czyni cię prawdziwym całym. Dojrzałość to moment, w którym nie musisz już niczego udowadniać. Nie musisz się spieszyć, nie musisz walczyć. Możesz po
18:00 prostu być w prawdzie, w spokoju, w sobie. Na początku życia rodzimy się z ciałem, ale dopiero w połowie życia mamy szansę urodzić się z duszą. To nie są te same narodziny. Te pierwsze były fizyczne, te drugie są duchowe. Nie odbywają się w szpitalu. Nie towarzyszy im tłum, nie ma gratulacji. Jest cisza, jest samotność, jest wewnętrzne pęknięcie, po którym nie wracasz już do tego, co było, bo widzisz świat inaczej. Czujesz siebie inaczej. Słyszysz inne głosy, nie te zwnątrz, ale ten jeden wewnętrzny, który czekał od zawsze, byś go usłyszał. Karl Jung mówił, że dopiero
18:46 po 40est zaczyna się życie duchowe. Wcześniej to tylko przygotowanie. Dlaczego? Bo dopiero teraz po wszystkich rolach, rozczarowaniach, ambicjach zostaje to, co prawdziwe. Dusza wraca na swoje miejsce. Już nie musisz jej szukać w książkach, religiach, w innych ludziach, bo nagle rozumiesz, że ona była z tobą zawsze ukryta pod obowiązkami, zamknięta w ciele, przytłumiona przez ego, ale teraz wychodzi i mówi: "To ja jestem twoim domem". To nie znaczy, że życie staje się łatwe, ale staje się sensowne. Nie musisz już niczego gonić, bo to, co najważniejsze nosisz w sobie. Wyobraź sobie stare drzewo z pozoru szorstkie,
19:32 pełne blizn pogięte przez wiatr. Ale jeśli zajrzysz do środka, znajdziesz rdzeń, nienaruszony, mocny, wieczny. Tym właśnie jesteś, gdy dusza zajmuje swoje miejsce. Nie już rolą, nie funkcją, nie wizerunkiem. Jesteś sobą. Nie szukasz już miłości, stajesz się nią. Nie walczysz już o spokój, promieniujesz nim. Nie pytasz kim masz być, bo jesteś. I w tej prostocie rodzi się nowe życie. Nie takie jak dawniej, bez wielkich celów, bez pośpiechu, bez udowadniania, ale życie prawdziwe, ciche, pełne obecności, pełne duszy. Przez większą część życia szukasz miłości, prawdy, bezpieczeństwa, poczucia, że jesteś na
20:18 właściwym miejscu. Ale im więcej szukasz, tym bardziej to coś się oddala, bo prawda jest taka. To czego szukasz nigdy nie było na zewnątrz. Transformacja nie zaczyna się wtedy, gdy coś znajdujesz. Zaczyna się wtedy, gdy przestajesz szukać, gdy zatrzymujesz się, gdy mówisz: "Już nie muszę udowadniać, już nie muszę gonić, chcę tylko być". To jest moment, gdy wszystko się zmienia. Wcześniej pytałeś, dlaczego to mnie spotkało, dlaczego cierpię, co robię źle. Teraz pytasz: "Co to ma mi pokazać? Co we mnie chce się narodzić? To nie są już pytania ego, to są pytania duszy." Karl Jung pisał: "Nie jesteśmy tutaj po
21:04 to, by być doskonali. Jesteśmy tutaj, by być prawdziwi. Transformacja to powrót do prawdy, często bolesnej, czasem szokującej, ale zawsze wyzwalającej. Zaczynasz widzieć, że to czego najbardziej się bałeś było bramą, że te chwile samotności, które kiedyś przeklinałeś były błogosławieństwem. że to co myślałeś, że cię złamało, tak naprawdę cię otworzyło. Już nie jesteś tym, kim byłeś, ale też jeszcze nie wiesz, kim się stajesz. I to jest w porządku. To właśnie miejsce przejścia. Stare już nie działa, nowe jeszcze się nie zbudowało, ale w tobie już kiełkuje nowe życie. Wyobraź sobie kokon. Z zewnątrz bezruch, ale w środku alchemia.
21:52 Tak wygląda dusza w transformacji z zewnątrz. Może nic się nie zmienia, ale w środku wszystko płonie i z tego ognia wyłania się nowe ja. Bardziej prawdziwe, bardziej świadome, bardziej spokojne. Już nie szukasz, już nie pytasz, czy jesteś wystarczający, bo wiesz, że wszystko, czego potrzebujesz już w tobie jest i w tej ciszy odnajdujesz siebie. W świecie, który czci młodość 40ka bywa traktowana jak granica. Jakby po niej wszystko miało już tylko zwalniać, gasnąć, tracić barwy. Ale to iluzja, prawda jest inna. 40 to nie zmierzch, to świt duszy. To wtedy po raz pierwszy widzisz świat bez
22:37 filtra iluzji. To wtedy uczysz się patrzeć z wnętrza, a nie z oczekiwań. To wtedy wszystko staje się bardziej prawdziwe. Nie musisz już gonić za aprobatą. Nie musisz się spieszyć, porównywać, udowadniać. Zaczynasz wybierać inaczej. Ciszę zamiast hałasu, głębie zamiast powierzchni, prawdę zamiast perfekcji. 40 to próg za nim nie ma już życia na pokaz. Jest życie z duszy. To moment, w którym zaczynasz. Przebaczać sobie błędy, akceptować rany, mówić nie, gdy trzeba i tak sobie. To nie jest koniec drogi. To nowy początek. Nie na zewnątrz, lecz w tobie.
23:23 Karl Jung mówił, że druga połowa życia to czas duchowego dojrzewania. Czas, kiedy przestajemy się dzielić, a zaczynamy łączyć. Nie chodzi już o to, by być kimś. Chodzi o to, by być sobą naprawdę. I jeśli teraz słuchając tego czujesz łzy w oczach, jeśli coś w tobie drży, to znaczy, że twoja dusza właśnie się budzi. To nie przypadek, że tu jesteś. To nie przypadek, że to oglądasz. to zaproszenie do drogi powrotnej do siebie. Nie musisz wiedzieć jak. Nie musisz mieć planu. Wystarczy, że odpowiesz: Jestem gotów. Karl Jung napisał: "To czego nie przeżyjesz świadomie, powróci jako los. A więc czy naprawdę chcesz, by kolejne lata były tylko powtórzeniem tego, co znane? Czy
24:10 może przyszedł już czas by zejść z utartych dróg i zacząć iść swoją własną? Zatrzymaj się na chwilę. Czy naprawdę jesteś w kontakcie ze sobą? Czy wiesz kim jesteś poza rolami, które grasz? Czy pozwalasz sobie czuć, czy tylko funkcjonujesz? Ile jeszcze chcesz czekać, by zacząć naprawdę żyć? Jeśli to, co usłyszałeś poruszyło coś w tobie? Jeśli poczułeś, że nie jesteś sam w tym, co przeżywasz, to proszę, zostaw komentarz. Napisz z jakiego miejsca w Polsce lub na świecie mnie oglądasz. To dla mnie znak, że ten przekaz dotarł do serca. Jeśli czujesz, że ta treść ma wartość, możesz wesprzeć ten kanał klikając Super thanks to pomoże mi tworzyć kolejne filmy, które dotykają
24:56 duszy, a nie tylko umysłu. I pamiętaj, to, że jesteś tutaj, że słuchasz, że czujesz, to już jest początek twojej drogi. Zasubskrybuj kanał, udostępnij ten film komuś, kto też potrzebuje się obudzić i wróć za kilka dni. W kolejnym odcinku porozmawiamy o zranionym dziecku w nas. Jak uzdrowić korzenie swojej historii?